|
|
|
| STRONA GŁÓWNA -- FORUM LF2 -- DOWNLOAD -- GALERIA -- FLMY -- USERBARY -- LF2 WIKI -- REKLAMA -- KONTAKT | |
|
|
KRONIKI
WOODY'IEGO
Kroniki Little Fighter : młodość
Woody’iego
Mówiłem że będzie padać. Woody spojrzał krzywo na upstrzone kroplami zakurzone kamienne płyty. Za minutę lub dwie chodnik na dziedzińcu zamku pokryje się śliską warstewką błota. -Mówiłem wam, że Sir Luis i tak każe nam ćwiczyć – odparł Deep, zmierzając ku rzędom grubych drewnianych słupów. Ich porozszczepiane zryte głębokimi nacięciami boki świadczyły o tym, że tutejsi rycerze i wojacy nie oszczędzają mieczy przy szermierczych sprawach. Deep miał już 19 lat i nosił już stalową zbroję. O niespełna 2 lata młodszy Woody wcią ćwiczył w stroju ochronnym z sukna i skóry. Patrząc na swojego kolege, sprawnie wyprowadzającego wysokie i niskie cięcia, zastanawiał się czy pancerz może dawać jakąkolwiek osłone. Dowódca odziałów lorda Bata, Sir Luis stał wyprostowany z kciukami zatkniętymi za pas. -Dobrze, że już jestescie, chłopcy – huknął – Nie przerywajcie ćwiczeń. Woody mocniej zacisnął dłonie na rękojeści miecza. Dwukrotnie zakręcił ostrzem nad głową, przerzucił nad ramieniem i pchnął potężnie, czując, że impet uderzenia ciągnie go do przodu. Próbując odzyskać równowage usłyszał szorstki głos Sir Luisa. -Powtórz ostatni ruch ale tym razem zrób krok za ciosem. Woody powtórzył wypad. Sir Luis skrzywił się. -Co ty wyprawiasz chłopcze? –jęknął- Nakłuwasz worki z mąką? Spróbuj jeszcze raz! Sir Luis smutno potrząsnął głową i wyciągnął własny miecz. -Nadejdzie chwila –rzekł rycerz- kiedy nie będziesz miał swojej tarczy, zbroi ani przyjaciół za sobą. Wówczas pozostanie ci tylko miecz i twoje umiejętności. Te nigdy cię nie opuszczą. A teraz patrz. Sir Luis zamaczną się, jakby zamierzał ciąć przeciwnika w udo. W ostatniej chwili wyprostował ramię, wysuwając stope do przodu i przmieniając cios w potężne pchnięcie. -O tak- rzekł Luis, chowając miecz do pochwy – Celuj w wybrany punkt, tuż za plecami przeciwnika. Teraz ty. Woody wyważył miecz w dłoni. Marszcząc brwi, usiłował wyobrazić sobie stojącego przed nim wroga. Niewysoki męszczyzna, nie dalej niż trzy kroki stąd. Wzrok chłopca błądził szukająć punktu, w jakim po wyprowadzeniu ciosu powinien znaleźć się czubek miecza. Woody wciągnął powietrze i przeszył niewidzialną postać na wylot błyskawicznym pchnięciem. -O wiele lepiej- pochwalił go Sir Luis. –ćwicz wytrwale i nie pozwól błądzić myślom. Może uda się zrobić z ciebie rycerza. Od strony murów dało się słyszeć wołanie. -Wędrowiec zmierza ku bramom! Nagły podmuch smagnął Woody’iego kroplami deszczu. -W pożądku chłopcy – Sir Luis skierował się ku bramie –Pogoda i tak nam nie sprzyja . Schrońcie się w środku. Woody pośpiescznie pozbył się ćwiczebnej skórzanej zbroi. Nie mniej niż Sir Luis był ciekaw kim był owy śmiałek który zawitał dziś do zamku. W tych niespokojnych czasach, gdy w krainie panowało bezkrólewie, rozbójnicy i Lordowie walczyli o władze, niewielu wędrowcó samotnie przemierzało szlaki, a ten to jedyny wyjątek. Julian podbija ziemie, a on idzie spokojnie przez droge krocząc do swego celu. ,,Przeszedł długą droge’’ – pomyślał Woody, który udał się do sypialni. Kolejnego dnia z niecierpliwieniem oczekiwał gościa na dziedzińcu. [Źródło:
www.my1fantasy.wordpress.com]
|