| --- MIEJSCE NA TWOJĄ REKLAMĘ --- | |
|
|
|
| STRONA GŁÓWNA -- FORUM LF2 -- DOWNLOAD -- GALERIA -- FLMY -- USERBARY -- LF2 WIKI -- REKLAMA -- KONTAKT | |
|
|
KRONIKI
FREEZE
Kroniki
Little Fighter : Freeze część pierwsza
Zima spadła na
kraine ze śniegiem i mroźnymi rozgwieżdżonymi nocami. Potem śnieg
stopniał, a dni stawały się coraz dłuższe i wreszcie pierwszy ciepły
podmuch wypełnił ulice wioski zapachem wiosny.
Każdego dnia Freeze odwiedzał pracownie starego maga, gdzie pobierał lekcje wyższych sztuk magicznych: uczył się konstruowania magicznych kręgów, tworzenia złożonych iluzji, utrzymywania kontroli nad światłem ogniem i lodem. Mając u boku czarodzieja , który prowadził go i wspomagał, kiedy włożona w zaklęcie moc groziła wymknięciem się spod kontroli, chłopiec uczył się szybciej niż kiedykolwiek dotąd. Tego dnia w pracowni mistrza ciężkie zasłony były rozsunięte, a szeroko otwarte okna wpuszczały do wnętrza wiosenny wiatr i ciepłe światło popołudniowego słońca. Freeze siedział na drewnianym zydlu, słuchając starca, rozprawiającego o sposobach panowania nad żywiołammi. -…metody te pozwolą ci radzić sobie z energią zemi, powietrza, ognia i wody. -A lód? Jak stworzyć lód –spytał Freeze. W ciągu sześciu miesięcu studiów pod okiem maga przyswoił sobie olbrzymią porcje teorii magii. Mimo to aż do tej pory mistrz nie poruszał tematu wywoływania duchów elementarnyuch oraz istot z innych sfer bytu. Szkoła nie zabraniała posługiwania się tego rodzaju czarami, ale tylko najpotężniejsi magowie mieli odwage zajmować się nimi. Była to jedna z najbardziej niebezpiecznych odmian magii, zarówno dla czarodzieja, jak i wszystkich osób znajdujących się w pobliżu. Mistrz mówł dalej. -Demony –rzekł- żyją w innych niż nasza sferach bytu. W przeciwieństwie do nich duchy elementarne są trwale związane z fizyczną rzeczywistością naszego świata, nawet jeśli nie są jego częścią. Dlatego też ich wywołanie nie wymaga wielkiej mocy. Możę to zrobić każdy przeciętny mag jeśli zostanie odpowiednio poinstruowany. - Rozumiem- powiedział Freeze. Podejrzewał, że wie już, jak potoczy się dzisiejsza lekcja, ale nie był pewien, czy mu się to podoba. ,, Nie będe miał pożytku z ducha, nawet jeśli uda mi się jakiegoś złapać- myślał.- Zapewne jednak warto wiedzieć, jak to zrobić’’. -Zaczniemy od zbudowania magicznego kręgu o odpowiedniej mocy – ciągnął czarodziej.- Potrafisz to zrobić. Freeze wstał złożył ręce żeby skupić moc. -Jaki to będzie duch – zapytał- i jaki potężny? -Duch ognia niższej klasy- odparł. – wystarczy znak o szerokości łokcia. Freeze zamknął oczy próbując zebrac w sobie siłe. Rozłożył ręce wykonując znaki tak ażeby utworzyły trójkąt, kwadrat, koło oraz sześciokąt reprezentujące cztery żywioły ziemię, powietrze, ogień i wodę. Skończywszy prace freeze wstał i odwrócił się czekając na dalsze instrukcje. Czarodziej spojrzał na krąg i skinął głową. -Jak dotąd znakomici. Przez chwile patrzył na Freeze, jak gdyby zastanawiał się nad czymś, po czym dodał: -Jeszcze jedno: zanim zabierzemy się do zaklęć, podejdź do kufra w rogu i otwórz go. Przynieś mi to co tam znajdziesz. Freeze posłusznie poszedł do dużego kufra z żelaznymi okuciami i uniósł ciężkie wieko. Wewnątrz ujrzał stos starannie złożonych aksamitnych tunik i tog w rozmaitych kolorach oraz leżący na nich długi przedmiot , owinięty w szkarłatny jedwab. Bez wachania włożył ręke do środka i zacisnął dłoń na… mieczu. - - - - - - - - - -
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
Kroniki Little Fighter : Freeze część trzecia - wezwałem-
przyznał na głos chłopiec.
,, Czego odemnie żądasz?’’. Freeze był zaskoczony. -Ja… niczego. ,,Przecież wezwałeś mnie – w myślach istoty dała się wyczuć niepewność i przerażenie. -Rozkazuj mi, w przeciwnym razie nie będę mół powrócić’’. -Nie chce ci rozkazywać – odrzekł Freeze. ,,Musisz!’’ Duch rozbłysnął jasnym gniewnym światłem i urósł nagle, napierając na granice kręgu we wszystkich kierunkach na raz. ,,Musisz!’’ Freeze pomyślał przez chwilę. -Wobec tego rozkazuje ci przedstawić się i przybyć ponownie kiedy cię wezwę. Istota skurczyła się do poprzedniego rozmiaru. ,,Nazywaj mnie Iceman. Wezwij mnie, a powrócę by ci służyć’’. - Dobrze – powiedział Freeze. – Jesteś wolny, Duchu. Możesz odejść. Istotał rozmyła się niczym mgła o poranku uciekająca przed śłońcem. Freeze odczekał kilka sekund, by mieć pewność, że odeszła na dobre, po czym zlikwidował magiczny krąg. Kiedy ostatni ślad kręgu został wymazany, a miecz powrócił do skrzyni, odezwał sie Mag: - Teraz widzisz, że przywołanie jest w istocie dość proste. Freeze niepewnie pokiwał głową. Mimo ogromu wyzwolonej mocy czar istotnie był dość prosty; wręcz zbyt prosty, jak na coś co miało zniewolić jednego z elementarnych duchów. Zresztą nie tylko to niepokoiło chłopca… -Wybacz mistrzu, ale wciąż niepojmuję, dlaczego musiałem użyć miecza- przyznał sie Freeze. – Sporo czytałem o zaklęciach przywołania i żadna z ksiąg nie wspominała o broni. Mistrz posłał mu badawcze spojrzenie. - Nie każdą informacje można bez obaw powierzyć księdze, gdzie każdy głupiec będzie mógł ją przeczytać. Największe tajemnice magii zawsze przekazywano ustnie. Ponadto pewne zasady odkryłem sam, wykraczająć poza granice, wytyczone przez martwą tradycję. - Ale miecz… Dlatego miecz? Przez krótką chwile czarodziej wyglądał na zirytowanego. Wkrótce jednak jego przytojna twarz rozpogodziła się i mag przemówił monotonnym głosem znudzonego belfra. - Jak już mówiłem, miecz jest tylko symbolem: w tym przypadku symbolem siły. Duchy elementarne i im podobne, zwłaszcza zamieszkującie inne sfery bytu, dysponują ograniczoną inteligencją i same są w stanie pojąć niewiele. Trzeba jednak przemawiać do nich w sposób, jaki będzie dla nich zrozumiały. Czy teraz rozumiesz? Freeze powoli skinął głową. Słowa mistrza miały sens, ale nie rozwiały niepokoju chłopca. Wciąż dręczyło go wspomnienie tej dziwnej istoty, przemierzającej tam i z powrotem wnętrze magicznego kręgu, niczym uwięzione w klatce zwierzę. Wreszcie, tuż przed zmieszchem, Freeze postanowił rozerwać się w gospodzie, gdzie Jan właśnie rozpoczynała wieczorny występ. Po wyjeździe Firena i Luisa nie miał poza nią żadnych bliskich przyjaciół w Transbergu. Do gospody dotarł już po zmroku. Jan śpiewała; jej ciepły alt wzosił się ponad falującymi dźwiękami lutni. Freeze poprosił o kubek jabłecznika i usiadł przy swoim ulubionym stole w rogu sali, by tam czekać na koniec występu. Nie żyj w pokoju, nikczemny rycerzu, Bo ziemia lekką ci będzie! Siedem już panien okropnie skrzywdziłeś, A ósma dopadnie cię wszędzie… W powietrzu rozpłynęły się słowa ballady. Goście gospody bez wątpienia znali już historie bezdusznego kochanka i dzielnej dziewczyny która ostatecznie przywiodła go do zguby, ale mimo to nagrodzili pieśniarke rzęsistymi brawami. Jan odwzajemniła się głębokim ukłonem, po czym odgarnęła z czoła pasemko gęstych czarnych włosów i zaczeła się przeciskać między stołami w kierunku Freeza. -Czarodzieje rozpieszczają mnie- powiedziała, siadając obok przyjaciela. – Występując dla nich ucze się śpiewać. Można by pomyśleć, że nigdy dotąd nie słyszeli muzyki. - We wszystkim cenią biegłość – odparł Freeze. Freeze odsunął swój kubek i wyczarował miniaturową kopie świetlistego drzewa stworzonego kiedyś przez jego mistrza. Jednak wizja rozpadła się tak szybko, jak powstała, pozostawiając nad stołem rzadką złotą mgiełkę. Freeze rozwiał ją machnięciem ręki, oparł dłonie na kolanach i głęboko westchnął. Lys widziała, jak iluzja pojawia się i znika. Posłała chłopcu pytające spojrzenie. - Co się stało? Jak na kogoś, kto pół roku temu nie potrafił zapalić świecy, radzisz sobie całkiem nieźle. -Zapewne – przytaknął Freeze.- Jednak… Tu westchnął znowu i jął opowiadać przyjaciółce o popołudniowej lekcji z mistrzem. Szczególnie dokładnie opisał zachowanie przyzwanej istoty, miotającej się w panice wewnątrz magicznego więzienia. -Pragnął jedynie wrócić do swojego świata, ale musiał snajpierw błagać mnie o rozkazy. Jan uśmiechnęła się kwaśno. -Wielu ludzi chciałoby znaleźć się na twoim miejscu. -No cóż…- odparł Freeze – mnie się to nie podobało. I jeśli na tym właśnie polega magia wyższego rzędu to nie jestem przekonany, czy chcę mieć z nią cokolwiek wspólnego. Freeze powiedział to bez zastanowienia i zdziwił się, słysząc własne słowa. Jednak zanim skończył zdanie, pojął, że nie są prawdziwe. ,, To czego się, uczę, nie jest tym czego pragnąłem się uczyć’’ – pomyślał. -Być może kiedy mistrz John znów pojawi się w mieście, powinieneś z nim porozmawiać –powiedziała po chwili Jan. –Nie wygląda na kogoś, kogo bawi przymuszanie duchów do skakania przez obręcze. Freeze uśmiechnął się mimo opanowującego go przygnębienia. - Och z pewnością. Ale za nim wróci, może minąć wiele miesięcy. Co mam robić do tego czasu? Jan przechyliła głowe i uważnie przyjrzała się chłopcu. -Idź do domu- powiedziała wreszcie. – Wyśpij się porządnie. Ostatnio nie wyglądasz najlepiej. Być może, on nie jest nauczycielem dla ciebie. Wracając do pokoiku na poddaszu, Freeze rozmyślał o słowach przyjaciółki. Nie znalazłszy w nich ukojenia, położył sie do łóżka i leżał w bez ruchu przez dłuższy czas, wpatrując się we wpadającą przez okno bladą smuge księżycowego światła i wsłuchując się w nocne odgłosy miasta. Nareszcie zasnął. [Źródło:
www.my1fantasy.wordpress.com]
|